Przemek i jego historia – część 2

Posted by admin | Posted in Opowiadania | Posted on 10-12-2009

Tagged Under : historia, miasto, przemek, radio, telefon, telewizor

53Tuż przed domem biegła ulica, pod drugiej stronie rozciągały się proste rządki identycznych domów. Na ulicy stał niebieski renault, bez kierowcy i pasażera. Przemek włączył radio, lecz nie usłyszał nic, prócz głuchej, płaskiej ciszy. Po bezowocnych poszukiwaniach jakiejś żyjącej stacji, wziął kubek i poszedł do salonu, gdzie rozsiadł się wygodnie, podsuwając przed fotel okrągłą pufę i kładąc na niej wyprostowane nogi opadł na fotel. Pilotem włączył telewizor, ale zamiast kolorowych, głośnych reklam, telezakupów, prezenterek i prezenterów, teleturniejów i tanich, podrzędnych telenoweli – zamiast tego, zobaczył śnieg. Walka mrówek. Przeskoczył kilka kanałów z tym samym rezultatem, czując zniesmaczenie. Zgasił telewizor, oparł się wygodnie i spokojnie, bez pośpiechu, popijał gęstą kawę.
Ostatnie spokojne chwile w jego życiu.
Dziesięć minut później wyszedł z domu boso, chcąc się odświeżyć. Renault w dalszym ciągu stał i w dodatku na włączonym silniku. Rozglądnął się po okolicy, widział sąsiednie domy, zaparkowane przy nich samochody. Ponad sto metrów na prawo małżeństwo prowadziło mały, osiedlowy spożywczak, którego drzwi były otwarte na oścież, a przy nich, pod markizą, stało puste plażowe krzesełko, na którym mężatka wyczekiwała klientów.
Wszystko było w porządku, jak najbardziej w porządku może tylko być. Przemek ponownie naprężył mięśnie rozciągając ręce, jęęęknął przeciągle i poczuł w okolicach potylicy ledwie wyczuwalne ukłucie. Zastanowił się nad nim przez malutką chwilę, wyciągnął prosty, oczywisty wniosek i udał się z powrotem do domu wziąć poranny, orzeźwiający prysznic. Ukłucie miało formę pytania – gdzie są ludzie?
Pół godziny później, świeży, ubrany i gotowy do rozpoczęcia kolejnego dnia, próbował zadzwonić do matki, by dowiedzieć się, gdzie ojciec i rodzeństwo. No i pies, to było szczególnie ciekawe, bo wiek psa przekroczył piętnaście lat i jedyne, czego obecnie potrzebował, to tlenu i wolny jeden metr kwadratowy do spania. Postanowił skoczyć do sklepiku po jogurt. Szedł mozolnie, kulejąc, a po dojściu okazało się, że w sklepie nikogo nie ma. Zerknął grzecznie na zaplecze, gdzie również nikogo nie zastał. Zastanowił się przez chwilkę, wyjął z lodówki dużą wiśniową Jogobellę, położył 5zł przy kasie, wyszedł, rozglądnął się, czy aby na pewno nikogo w pobliżu nie ma i wrócił. W połowie drogi ból powiększył swoją moc doprowadzając Przemka do cichych, delikatnych stęknięć. Usiadł przed domem na ogrodowym, plastikowym, niewygodnym krześle, by przyjrzeć się stopie. Wyglądała, jakby ktoś zamiast kostki wcisnął tam dorodnego arbuza. Otworzył i wypił jogurt. Wyciągnął z kieszeni komórkę, która w dalszym ciągu upierała się, że nie może zadzwonić.
Budząc się spostrzegł, że ból leciutko ustąpił, ale w dalszym ciągu nie dawał o sobie zapomnieć. Rodziny w dalszym ciągu nie było, sygnału w telefonie również, radio i telewizor także milczały. Zaczął się zastanawiać. Wyszedł na balkon, poczuł na sobie piekielnie gorące promienie słońca. Nikogo w zasięgu wzroku nie widział. Cisza, tak gorąca i przenikająca ciało podziałała na Przemka. Postanowił wskoczyć na rower i przejechać się po osiedlu. Tak też zrobił, pedałowanie sprawiało mniej bólu niż chód, więc rundka wkoło osiedla powiększyła się do rozmiarów sporej trasy biegnącej trzema największymi ulicami jego miasteczka. Przemek wrócił do domu wystraszony, zdezorientowany, czuł się zagubiony i niezręcznie wobec właśnie odkrytego przez niego faktu. Miasto było puste.Jadąc spokojnie, powoli, mijał puste chodniki i ulice na peryferiach. Co ciekawe, na ulicach stały opuszczone samochody, niektóre z silnikami na chodzie. Wjeżdżając skrzyżowaniem na pierwszą główną ulicę doznał szoku. Stało pełno opuszczonych samochodów, silniki gdzieniegdzie pracowały, chodniki uderzały w oczy swoją pustką. Zatrzymał się na chwilę z wrażenia i dokładnie rozglądnął. Nie było słychać kompletnie nic. Nic. Kompletne akustyczne katharsis.