Opowiadania Zosi – część 3

Posted by admin | Posted in Opowiadania | Posted on 23-11-2009

Tagged Under : kwiatki, Opowiadania, pies, przyjaciółka, spacer, zosi, zosia

35Dzieci wróciły ponownie do szkoły. Pani powiedziała o pewnym Klubie, jakim była Niewidzialna Ręka. Był to wspaniale działający klub, ale niestety już nie istnieje. Rozpoczęło się wszystko od chłopca oraz jego kolegów, którzy postanowili pomagać osobom, potrzebującym pomocy , ale tak żeby o tym nikt nie wiedział . Robili naprawdę niesamowite uczynki. Pewnego razu , kobieta budząc się , wyjrzała przez okno, a tam zobaczyła dom odgarnięty śniegiem. Była zdziwiona, a śladu wcale. Byli to właśnie chłopcy z klubu . Wszystkie dzieci chciały działać w tym klubie .Ze starej szkoły Zosia miała przyjaciółkę Anię, z którą znakomicie się rozumiała. Razem na pewno by coś takiego wymyśliły . Gdy Zosia wróciła do domu, tam czekał na nią pies Ami . Ten chciał wyjść na spacer, aż stał przy drzwiach i drapał, jednak ona nie znalazła dla niego czasu. Nie poświęcała już mu tyle uwagi co początkowo. Teraz był to był .Zafascynowana opowieścią Pani nauczycielki, chciała szybko zrobić coś dobrego. Ale nie wiedziała co. Piotrek niebawem wrócił do domu. Lubił bardzo czytać książki, więc i tego razu wypożyczył sobie książkę o lotnikach. Zdenerwował się na siostrę , która jeszcze nie wyszła z psem na spacer. Ta zaczęła mu opowiadać o Niewidzialnej ręce, jednak on nie miał najmniejszej ochoty jej słuchać. Wyszedł z domu trzasnąwszy drzwiami. Całe popołudnie rodzeństwo nie odzywało się do siebie. Zosia postanowiła wyjść na podwórko. Jednak tam nie znalazła nikogo , kto chciałby spełniać jakieś dobre uczynki. Była jej przyjaciółka, lecz również była zajęta, gdyż szła do sklepu po zakupy dla chorej mamy. Obrażona na cały świat wróciła do domu. W domu tez nie było jej przyjemnie . Brat czytał książkę, mama z tatą w pracy, a ona nie miała się do kogo odezwać. Nawet pies spał smacznie w korytarzu. Chciała bardzo zrobić dobry uczynek, jednak wszyscy byli zajęci swoimi sprawami , nikt nie miał czasu dla niej. Postanowiła podlać kwiatki w sypialni rodziców , tak , aby miały dość mokro. Gdy rano się obudziła zobaczyła na stole list , który nie brzmiał zbyt dobrze. Na ścianach porobiły się smugi, a na podłodze kałuże. Zosia zawstydziła się i stwierdziła , że już nigdy więcej nie będzie się bawić w Niewidzialną Rękę.

Przemek i jego historia – część 1

Posted by admin | Posted in Opowiadania | Posted on 09-11-2009

Tagged Under : brat, ciepło, domek, historia, pies, przemek

43Najpierw doświadczył niezaprzeczalnego dowodu, iż żyje – bólu. Lewa kostka pulsowała tępym, dokuczliwym bólem. Następnie powiekami odsłonił wnętrze swojego pokoju i panującego w nim, jak to zwykł określać, uporządkowanego chaosu. Tu i tam leżały gazety i książki, porzucone po szybkiej, wypychającej lukę wolnego czasu lekturze, spodnie, bluzki, koszule, skarpety (również wystające z szuflad, jakby chciał stamtąd uciec). Lubił taki bałagan – wszystko było pod ręką. Biurko, na którym tkwił komputer pc i stosy płyt, stało, gdzie zawsze, czyli tuż obok łóżka. Rolety dzielnie radziły sobie z porannymi promieniami słońca, na tyle mocnymi, by Przemek mógł wykalkulować na podstawie prześwitu, że pospał trochę dłużej niż zwykle. Zegarek wskazywał na 11.14, więc jednak nie było tak późno. Przemek przeciągnął się leniwie i powoli, po czym usiadł i spojrzał na opuchniętą kostkę. – Cholera… Brawo, Beckhamie, pomyślał, mogłeś jeszcze bardziej wczoraj szarżować. Grał z kumplami ze szkoły cotygodniowy meczyk, podczas którego koniecznie musiał wcisnąć nogę między piłkę a nogę Rykuna, najmasywniejszego atakującego, jakiego to boisko oglądało, ratując bramkarza z opresji, ale swoim kosztem. Bolało, choć nie tak, jak teraz. Czuł się, jakby centrum jego ciała umieszczone było w tym podrażnionym punkcie i bardzo uważał, by nie naruszyć jego harmonii. Wstał powoli i ostrożnie, ubrał jeansowe spodnie, koszulkę, a wychodząc z pokoju wziął swoją komórkę, której wyświetlacz informował o aktualnym braku sygnału. Zszedł po schodach trzymając się barierek, przezornie stawiając lewą stopę na niższym stopniu. Było całkiem ciepło, co zapowiadało kolejny, upalny, przepocony dzień. Zszedł do korytarza, po prawej miał wejście do sporego, obszernego, elegancko umeblowanego salonu. Jedynym ruchomym przedmiotem był kręcący się leniwie, zwisający z sufitu wiatrak. Po przeciwnej stronie salonu stały frontowe drzwi, a naprzeciw Przemka rozpoczynała się kuchnia i właśnie do niej zmierzał. Dom był pusty, było cicho, spokojnie i przyjemnie, więc Przemek racząc się tą chwilą wstawił wodę na kawę w elektrycznym czajniku, usiadł i zastanawiał się, gdzie się podziewali jego rodzice, siostra, brat i pies w sobotnie, cieplutkie przedpołudnie.Zalał wrzątkiem kubek kawy z wygrawerowanym napisem ‘Przemuś’. Nie słodził. Kawa swoim gorzkim smakiem ma pobudzać uśpione zmysły, a cukier siał słodkawe spustoszenie, co na kilometr mijało się z celem. Zamieszał. Wyjrzał przez okno na oświetlone słońcem osiedle, w którym przeżył całe swoje dziewiętnaście lat. Zwykłe, polskie osiedle jednorodzinnych domków.