Opowiadania Zosi – część 2

Opublikowano w kategorii Opowiadania dnia 18.12.2009

Tagi: cisza, krzyk, Opowiadania, zaduszki, zosi, zosia

25Mama otworzyła lodówkę, a tam połowa mięsa. Na podłodze został ślad. Była to wielka miska . Początkowo nic się nie odzywała, ale tyle znaków wskazywało na coś dziwnego. Zosia spytała mamę, czy zastanawiała się już nad prezentem na Boże Narodzenie. Jednak mama stwierdziła , że jeszcze nie, gdyż do gwiazdki jeszcze daleko i zupełnie nie wie, dlaczego Zosia ją o to spytała. Nagle mama zaczęła słyszeć dziwne głosy, tu właśnie na korytarz wpadł Ami. Dzieciaki były zszokowane, a mama nie mogła złapać tchu. Nie zdawała sobie sprawy , z tego , że jej dzieci, mogą być tak nieodpowiedzialne. Mama się zdenerwowała. Zosia tłumaczyła , że znalazły go w drodze do domu i że był taki samotny i smutny, a poza tym wydaje się być chory. Po chwili dodała , że bardzo chciała , by go dostać na gwiazdkę. Wtedy nie musieli już by wydać pieniędzy na drogie podarunki , wystarczy im taki pies. Jednak na nic były te starania. Mama stanowczo zabroniła sprowadzania do domu psa . Dzieci wieczór spędziły w smutnym nastroju. Następnego dnia miały poszukać jego właściciela. Gdy wrócił tatuś do domu, również był zaskoczony. On także nie zgodził się , aby pies przebywał w ich domu. Aby dzieci nie płakały postanowili zatrzymać go na jedną noc , a następnego dnia zgłosić odnalezienie. Zosieńka modliła się cichutko, aby pies został u nich na zawsze. Gdy się rano obudziła, zobaczyła jak Ami leżał na podkoszulce Piotra , a w łapach trzymał skarpetki, natomiast w pysku buta mamy. Mama obudziła się , wyszła , a tam cały widok i oblicze psa. Zosia widziała, że taki widok , z pewnością zniechęci mamę do posiadania psa. Wiedziała , również , że teraz wszystkie szanse są już stracone. Jednak reakcja mamy była zupełnie inna, niż się spodziewała. Mama zamiast krzyczeć, zaczęła się śmiać . Twierdziła też, że nie może ich nauczyć porządku , to w takim razie pies by ich z pewnością nauczył. Nadchodził dzień zaduszek. Wszystko było już przygotowane, dopięte na ostatni guzik. Rankiem cała rodzina wyruszyła do Kościoła, by pomodlić się za swoich bliskich , zmarłych. Tatuś zachęcił rodzinę, by się pomodlili o spokój na świecie, by nie było głodu, ani wojny.

To wydarzyło się naprawdę

Opublikowano w kategorii Opowiadania dnia 16.12.2009

Tagi: chłopak, klasa, Opowiadania, opowiadanie, pieniądze, szkoła

13Opowiadanie Kingi. Pewien chłopak z ich klasy, był straszny . Cały czas tylko szpanuje kasą i niczym więcej. Ma bogatych rodziców, to myślał , że może pozwolić sobie na wszystko . Jednak to bogactwo przybierało troszkę inne formy. Cały czas od kogoś coś pożyczał ,jak nie gotówkę , to długopis , to zeszyt . Skoro miał pieniądze to powinien sam sobie kupić, a nie pożyczać, od biedniejszych od siebie. Od czasu do czasu tylko coś komuś oddawał. Często także naprasza się , by go poczęstować jakimiś chipsami, paluszkami i tym podobne. Niektórzy nie mogą już go znieść. Poza tym uwielbia brać rzeczy z ławki bez pytania, które nie należą do niego. Kiedy ktoś wyciąga telefon , sam mu wyciąga na siłę . A swojego telefonu to nawet nie każe dotknąć. Wszyscy z klasy dostawali szału . Pewnego razu Kinga pożyczyła od taty aparat, który był troszkę uszkodzony. Po lekcji położyła go na ławce i zaczęła rozmowę .Posmarowała klejem obudowę ,a gdy ten szarpnął za aparat palce przykleiły mu się do niego. Wtedy była heca. Chłopak miał minę , jakby diabła zobaczył. Od dziś nie zachowuje się tak jak dawniej . Nareszcie !

Jedna dziewczyna z Marioli klasy, cały czas zadziera nosa. Zawsze była najlepsza, miała najlepsze ciuchy , buty, kosmetyki, telefony. Ładna to i ona była, ale bez przesady, żeby uważała się za piękność świata. Była zarozumiała, przez to niewiele miała koleżanek . Pewnego razu wszyscy z całą klasa wybrali się na basen .Dziewczyny poszły do swoje przebieralni, a chłopcy do swojej. Gdy piękna nic nie zauważyła, dziewczyny włożyły do jej plecaka majtki w misie i pismo playboya. Ona zawsze łasiła się do pięknych mężczyzn . Gdy na korytarzu wszyscy z basenu wyszli, ona rozpięła plecak ,a tam wypadły jej majtki i gazeta . Wszyscy bez wyjątku rechotali się ze śmiechu. Ona zrobiła się bardzo czerwona, nie wiedziała co ma powiedzieć. Z jednej strony dobrze ,że dziewczyny postanowiły jej utrzeć nosa , być może to dało jej dużo do myślenia. Nie mogły pozwolić na to by była cały czas lalką Barbie, i żeby wyróżniała się spośród tłumu . Minął czas, a dziewczyny zostały koleżankami. Zmieniło się jej nastawienie do ludzi. Być może taki incydent, pozwoli na zmianę ludzi na lepsze.

Serce i rozum w miłości

Opublikowano w kategorii Uczucia dnia 14.12.2009

Tagi: marzenia, miłość, rozum, serce, Uczucia, wybór

11O miłości marzy każdy, od dziecka. Jest to uczucie potrzebne każdemu do normalnego funkcjonowania, do życia w spokoju i bezpieczeństwie. Niestety Ne każdy jest szczęśliwie zakochany, każdy jednak marzy i czeka tego jedynego prawdziwego i wyczekiwanego uczucia, jakim jest miłość.
Miłość przychodzi w najmniej odpowiednim i spodziewanym momencie, nie wiesz, w kim się zakochasz i kto będzie dla ciebie całym światem. Czasem ta osoba, którą pokochasz odbiega zupełnie i całkiem się różni od twojego ideału, o którym tak marzyłaś przez wiele lat. Miłości niestety nie oszukamy i nie zmienimy głosu naszego serca. Często serce mówi jedno a rozum drugie, ten spór jest czasem nie do zniesienia, bo na jednej szali waży się nasze szczęście w przyszłości a nasza kariera czy inne życie, które planowaliśmy a które mogłoby ulec zmianie dzięki miłości i poświęceniu się jej w całości.
W kwestii miłości serce wie najlepiej, kogo wybrać. Czasem jednak rozum może podpowiedzieć lepiej. Taki paradoks miłości.
Niestety rozum i logiczne myślenie potrafi zabić i zniszczyć miłość. Pojawiają się dzięki niemu wątpliwości i pewnego rodzaju wahania czy ta miłość ma w ogóle sens, czy jest dobra czy może się spełnić, czy będziemy dzięki niej szczęśliwi i czy człowiek, którego kochamy da nam dobre życie, jakiego oczekujemy.
Zasadnicza różnica pomiędzy sercem a rozumem jest taka, ze miłość kierowana przez serce żyje chwilą danym momentem, tym, co się dzieje teraz zaś rozum wybiega dużo naprzód, myśli, co będzie potem, jaka będzie przyszłość dzięki tej miłości. Niestety te dwa czynniki niejednokrotnie się od siebie diametralnie różnią i musimy dokonać wyboru czy posłuchać głosu swojego serca czy posłuchać się rozumu i logiki.
Niestety wybór taki jest niezwykle trudny i niejednokrotnie żałujemy podjętej decyzji,. Często towarzyszy nam niewypowiedziany strach, obawa, co będzie jutro, boimy się zaufać miłości naszych serc, wolimy sucha naszego rozumu, który podpowiada nam wyłączeni cech, które sa dobre dla naszego ciała.
Dlaczego większość z nas słucha się głosu rozumu a Ne serca? Czy to prawidłowe wyjście z sytuacji czy aby na pewno przynosi to dobre skutki i jest dla nas najlepszym rozwiązaniem? Czy możemy potwierdzić zgodnie ze rozwiązanie podpowiedziane nam przez rozum było lepsze niż to podsuwane przez nasze serca?
Wiele osób bało się zaryzykować, bało się postawić na miłość. Rozum podpowiadał nam, ze taka miłość nie ma przyszłości, ze nie znajdziemy szczęścia i spokoju przy boku tego mężczyzny, ze nie będziemy sie mogli rozwijać, ze zmarnujemy swoje życiowe szanse, ze nie będziemy mogli żyć, tak jak to sobie wymarzyliśmy. Miłość według nas wtedy nie jest najważniejsza., Bo gdyby tak było postawiłbyś właśnie na nią. Dziś [po latach masz wszystko, oprócz miłości. Jesteś samotny i nieszczęśliwy, czy tego chciałeś? Czy tamta decyzja była dobra? Czy rozum, któremu tak ufałeś podpowiadał lepiej aniżeli serce czy ważniejsze jest dobro fizyczne czy duchowe? Teraz już to wiesz.

Przemek i jego historia – część 3

Opublikowano w kategorii Opowiadania dnia 13.12.2009

Tagi: anarchia, butelka, historia, miasto, przemek, strach

63Żadnego ruchu ani dźwięku jakiegokolwiek ruchu, jedno wielkie nic. Było sporo pootwieranych okien w kamienicach i domach. Bo gorąco, oczywiście, ale mimo tego Przemek poczuł porządnie schłodzony pot na swoich plecach i sunący pod skórą dreszcz. Jechał dalej i nic. Puste sklepy, sklepiki, przystanki, stojący na ulicy autobus, pełno samochodów, ławki na parku, nawet niewielki market. Żadnej oznaki żywego ducha, żadnego zabłąkanego psa, kota, czy choćby ptaka, żadnej reakcji na głupie, trywialne, ograne przez filmy krzyki w stylu ‘halo’, ‘jest tu kto’ itp. Wjeżdżając na ulicę rozległego blokowiska usłyszał dźwięk, ściślej – muzykę. Tchniony energią nadziei popedałował szybciej nie zważając na protest lewej stopy. Prawie wszystkie okna, jak w kamienicach, były otwarte i to właśnie z jednego z nich, na trzecim piętrze, płynęła ta muzyka. Przemek od razu ją rozpoznał – ‘Torture me’ Red Hot Chilli Peppers, kapeli, która dostarczała mu wielu przyjemności kilka lat temu, kiedy została wydana. Teraz przyjemność nie osiągnęła zadowalającego poziomu, ale podziałało to na Przemka pozytywnie.
- Heeej! – krzyczał w stronę rozśpiewanego okna. – Ludzie! Eeeej, jest tam ktoś? Przełączcie na ‘Hump de Bumb’! – dodał po chwili namysłu. Odstawił rower i udał się do budynku. Klatka ogranięta była rozkosznym chłodem. Po męczącej, stękliwej wspinaczce stanął przed drzwiami, za którymi rozbrzmiewała muzyka i nacisnął dzwonek. Znowu, znowu, zapukał, zastukał, znowu zadzwonił, tym razem nie puszczając przycisku przez około minutę.
Roztrzęsiony chłopak próbował wyłapać w radiu jakąkolwiek żywą stację. Zero. Telewizor również – zakupiony Cyfrowy Polsat oferował dziesiątki programów, ale żadna nie nadawała. Telefon milczał. Przemek usiadł w kuchni, zaczął obgryzać paznokcie, co było manifestem jego niespokojnych myśli, dziesiątek, a może i setek nieuporządkowanych przemyśleń w głowie, porozrzucanych bez żadnego porządku. Totalna rozsypka, umysłowa anarchia. Bał się. Wyciagnął z lodówki zapuszkowane piwo i opróżnił je kilkoma długimi łykami. Chciał się uspokoić, a doskonale wiedział, jak alkohol może mu szybko w tym pomóc. Drugiego nie było, więc otworzył w salonie barek rodziców, w którym stało kilka butelek wytrawinych i mniej wytrawnych win. Wziął jednak pełną butelkę Soplicy. Pomyślał przez sekundę o ewentualnych konsekwencjach tego, gdy wrócą rodzice, ale szybko przypomniał sobie, co zastał w swoim mieście (!pustkę!) i uznał, że to będzie dobre wytłumaczenie, jeśli kiedykolwiek będzie miał okazję je wygłosić. Jeszcze tylko wziął z kuchni pomarańczowy sok w kartonie i rozpoczął tłumienie strachu. Piętnaście minut później nerwowe ciśnienie zmalało o kilka hektopaskali. Pół godziny później zaczął podśpiewywać.- Wiesszzorem, pszzed mym domem, wystawię ekran i wyświetlę w nim…Godzinę później obijając się o ściany i futryny poszedł wylać z siebie to, co wypił. Dziesięć minut później spał.